Przeczytaj

Do pobrania bezpłatny fragment książki Zabijajcie polityków Jarosława Kaczyńskiego:

» Pobierz PDF (213 KB)

Poniżej publikujemy inne teksty Jarosława Kaczyńskiego, a także fragmenty książki, które wcześniej udostępniliśmy na facebookowym profilu:


NOWY, GROŹNY NARKOTYK! PAŃSTWO JUŻ DZIAŁA

Jak wiadomo narkotyki to substancje, których regularne przyjmowanie prowadzi do uzależnienia fizycznego. Nasze super ściśle tajne źródła donoszą, że do MSW dotarła właśnie informacja o wyjątkowo mocno uzależniającej substancji, dostępnej na rynku. Tlenek wodoru. Jej działania na samopoczucie osób przyjmujących to:

– zatuszowanie uczucia pragnienia (nie czujemy, że chce nam się pić),
– zwiększenie wydolności fizycznej,
– poprawa nastroju,
– działanie moczopędne.

Wymieniony powyżej wpływ na nasz organizm pozornie wydaje się niegroźny, jednak okazuje się, że niejednokrotnie już po przyjęciu jednej dawki (narkotyk przyjmuje się doustnie, jednorazowa porcja to aż około 250 ml) możemy być uzależnieni. A symptomy odstawiennicze, tzw. głód narkotykowy, są wyjątkowo, groźne:

– po kilku godzinach, suchość w ustach,
– osłabienie,
– zaburzona zdolność koncentracji,
– zaburzenia w pracy nerek i układu moczowego,
– po około siedmiu dniach śmierć.

Służby państwowe już pracują nad wpisaniem feralnej substancji (wzór chemiczny H2O) na listę zakazanych. Niestety walka z nią może być wyjątkowo długa i trudna gdyż okazuje się, ze dość powszechnie występuje ona w naturze. Jest tym samym tania. Dodatkowo sprawę utrudnia fakt, że zdecydowana większość matek narkomanek współuzależnia swoje dzieci, podając im niewielkie dawki specyfiku już w pierwszym tygodniu, a czasem nawet w pierwszej dobie życia!

W ostatnią sobotę zorganizowano szereg kontrolnych nalotów na bary, kluby i dyskoteki. Niemal w każdym można było bez problemu nabyć H2O w butelkach 0,33 l. Była też dostępna w darmowych dystrybutorach zwanych w slangu narkomanów „kranami", często umiejscowionych w osobnych pomieszczeniach na zapleczach lokali. Jak widać jest to typowa strategia „marketingowa" dilerów: przez jakiś czas rozdawać produkt za darmo, by później sprzedawać go uzależnionym. Jest to tym bardziej smutne, ze w lokalach tych bawi się głównie, w przeważającej części nieświadoma zagrożenia, młodzież licealna i studencka. Antyterroryści zatrzymali 63 osoby podejrzane o wprowadzanie do obrotu tzw. „wody".

Jak groźne są narkotyki i jak potrzebna jest walka z nimi, unaocznia nam fakt, że w szpitalach, w ciągu ostatniego półrocza, odnotowano ponad 100 przypadków zatrucia po spożyciu zanieczyszczonej „wody" pochodzącej z nieznanego źródła.

Nasz informator twierdzi, że dni wolnego obrotu „wodą" na rynku są policzone.

Z ostatniej chwili:

Narkotyk wziewny wciąż dostępny za darmo (mieszanina pospolitych gazów, głównie N + O + Ar + CO2). Dilerzy są wyjątkowo sprytni. Co jeszcze wymyślą?


Fragment Prologu książki Zabijajcie polityków

Drodzy Czytelnicy!

Nazywam się Maciej Dąbrowa i to ja dokonałem dzisiejszego zamachu na NIEGO. Zrobiłem to, co zrobiłem, gdyż po dogłębnej analizie logicznej uznałem, że jest to jedyny sposób na jakąkolwiek zmianę sytuacji.

Poza tym mam 75 lat i co ONI mogą mi tak naprawdę zrobić? Pozwólcie, że posłużę się cytatem: „Oni mogą panu majstrowi skoczyć!”.

Otóż to! Zamkną mnie do więzienia? A może wlepią mi dożywocie? Ojojoj, jak się boję. Ile mi tam już tego marnego życia zostało? Pewnie góra 10 lat (chociaż jak znam naszą „służbę zdrowia”, to mniej).

No, a kary śmierci już nie ma! A kuku! Tortur też nie. Ba! Więźniów (czyli przestępców, kryminalistów, generalnie złych ludzi, którzy w większym bądź mniejszym stopniu skrzywdzili innych) należy traktować humanitarnie.

(…)

Ale oczywiście brak poważnych konsekwencji mojego czynu nie jest jedyną przyczyną, dla której zrobiłem to, co zrobiłem. Choć może, gdybyśmy mieli jeszcze w kodeksie karę śmierci, zastanowiłbym się dwa razy.

Otóż przeprowadziłem zamach na NIEGO, gdyż ONI niczego się już nie boją. Łżą nam w oczy i śmieją się przy tym serdecznie. Uznałem, że to jedyna metoda, by ONI ponieśli jakiekolwiek konsekwencje. Od lat rżną nas na miliony i nic. Przeskakują sobie z partii do partii i, pod coraz to nowymi szyldami, robią to, co potrafią najlepiej. Czyli, że znów posłużę się cytatem, „trzeba doić, strzyc to bydło, a jak padnie zrobić mydło”. Tak. Jesteśmy traktowani jak bezrozumne bydlęta. I dużo jest w tym naszej winy. Ale sztuka marketingu i socjotechniki zaszła już tak daleko, że ONI potrafią się nam sprzedawać jak proszek do prania.

(…)

Przeprowadziłem ten zamach, aby przestali być tak bezkarni. Za to całe zło wyrządzone nam musimy choć spróbować im się jakoś odwdzięczyć. Siedzenie bezczynnie nic nie da. Mało tego! Idea, którą przedstawiam poniżej, jeśli się przyjmie, może zmienić sposób prowadzenia polityki w naszym kraju na zawsze.


Fragment drugiego rozdziału książki Zabijajcie polityków

Przez kilka kolejnych tygodni każde główne wydanie serwisów informacyjnych w Polsce zaczynało się sprawozdaniem z postępów w śledztwie w sprawie Macieja D. I faktycznie, wydawało się, że działał sam. Przesłuchiwano wszystkich, z którymi miał cokolwiek wspólnego. Rozpoczęto oczywiście od najbliższej rodziny. Później wzywano kolejno dalszych krewnych, sąsiadów, kolegów z kółka szachowego w klubie emeryta.

Wszyscy powtarzali to samo. Miły starszy pan. Wdowiec. Emerytowany taksówkarz. Spędzający dużo czasu z wnukami. Nieźle grający w szachy. Mający zdecydowane poglądy polityczne zbieżne mniej więcej z tymi, które zawarł w opublikowanym liście. Niejednokrotnie je artykuował, zawsze jednak racjonalnie argumentując i starając się przekonać oponentów poprzez wykazywanie luk w ich rozumowaniu. Jego niechęć do, jak to nazywał, systemu wzrosła zdecydowanie po śmierci żony. Twierdził, że gdyby była leczona za pomocą najnowszych zdobyczy światowej medycyny, żyłaby, być może, do dziś. Ale te konowały, mówił, najpierw nie potrafiły jej porządnie przez rok zdiagnozować, nie decydując się na skierowanie na drogie badanie rezonansowe. Później kolejnych kilka miesięcy czekała na to feralne badanie, a później było już za późno na wdrożenie jakiegokolwiek skutecznego leczenia. Można było tylko łagodzić objawy podczas długotrwałej agonii. Tak więc, faktycznie, Dąbrowa mógł mieć żal do państwa i jego elit. Ale żeby coś takiego? To nie mieści się w głowie. Musiało mu odbić. Kuku na muniu. Może to jakiś objaw starczej demencji? Ale niestety nie, nikomu nigdy nie wspomniał o swoim zamierzeniu. Nigdy.

Jednocześnie trwały ożywione dyskusje w sieci. Dziwne, ale głosy potępienia i poparcia zaczęły się wyrównywać. Obrońcy Dąbrowy podkreślali, że przecież nikogo nie zabił, że każdy ma prawo do obrony i że jego postulaty są całkiem logiczne i racjonalne. I co najważniejsze, że ktoś chyba naprawdę wziął go na poważnie i jest szansa, że coś się zmieni.

(…)

No i co kilka dni gdzieś na murze znajdowano kolejne litery ZJ. A w Łodzi ktoś nawet namalował logo. Składało się z połączonych: litery Z i cyfry 1 wpisanych w koło. Gdy logo to pojawiło się w sieci, zaczęto je kopiować na murach w miastach i miasteczkach. Nie można było jeszcze mówić o zjawisku masowym, ale nie były to incydenty.


Fragment czwartego rozdziału książki Zabijajcie polityków

Marta i Marek przyszli na wiec wyborczy zachęceni przez znajomych z Facebooka. W internecie, po początkowym okresie, kiedy to głosy potępienia i poparcia wydawały się wyrównane, znów dominowały głosy krytyczne w stosunku do postulatów i szczególnie w stosunku do metod zawartych w DZJ. Co prawda, popierający Dąbrowę twierdzili, że to trolle na usługach służb specjalnych zapełniają sieć takimi opiniami, ale szybko przyklejono im łatkę oszołomów, zwolenników teorii spiskowych, a kto by się takimi przejmował.

Marta i Marek należeli do młodych, rozsądnych, trzeźwo patrzących na świat ludzi. Mieli trzyletniego synka i wiedzieli, że wstrząsy społeczne, czy też jakiegoś rodzaju „rewolucje", to ostatnie rzeczy, jakie zapewnią mu możliwość spokojnego dorastania, a im wychowania go. Opiniami takimi dzielili się z sobie podobnymi, czytali też uwagi innych i doszli o wniosku, że muszą pokazać też swoje poparcie w realu. Spakowali do kilkuletniego seata wózek, plecak z kanapkami i pojechali do centrum. Mały spał, pogoda była ładna, a że i tak mieli iść na spacer, więc dlaczego nie tu.

Znajdowali się dość blisko do sceny, gdy zaczęli na nią wchodzić oficjele. Premier, a za nim kilka znanych z telewizji twarzy. Do tego lokalni kandydaci partii rządzącej. Marek bił brawo razem z innymi.

–Myślałem, że jest wyższy – powiedział do żony, wskazując brodą premiera.

–A ja, że młodszy – odpowiedziała z uśmiechem. – Pewnie w telewizji każdy wygląda inaczej.

W tym momencie obudził się Kamil, mama wzięła synka na ręce.

–Chodź, pomachaj panu premierowi.

–Ja cem misia.

–Co?

–Cem misia. – Mały dopominał się ulubionej zabawki.

–Aha, misia – zorientowała się Marta. – Marku, zobacz pod wózkiem, czy nie ma tam jego misia.

Marek zajrzał do koszyka pod wózkiem, ale misia tam nie było. Sprawdził też w wózku i w torbie wiszącej na rączce.

–Musiał zostać w samochodzie.

–Misiaaaa!!! – Po buzi Kamila płynęły strumienie łez i mieszały się ze smarkami. Marta wycierała chusteczką twarz synka.

–Idź do samochodu i przynieś tego misia, dobrze? Nie uspokoi się bez niego.

–Dobrze. – Marek, przeciskając się przez ciżbę, powoli opuścił plac i udał się do auta, które zaparkowali w bocznej uliczce 200 metrów dalej. W samochodzie były dwa miśki. Jeden tradycyjny, brązowy, typowa przytulanka. Drugi biały, w marynarskim ubranku. Marek wziął oba. Gdy wrócił na plac, ludzi było jeszcze więcej. Dostrzegł Martę z Kamilem w miejscu, w którym ich zostawił i zaczął się do nich przedzierać. Niestety tłum zgęstniał i szło mu to bardzo opornie.

–Rzuć mi go! – Marta dostrzegła męża.

–Co!?

–Rzuć mi tego misia!

–Którego?! – Marek podniósł oba tak, żeby Marta mogła wybrać. – Białego czy brązowego?

– Rzuć brązowego!

Marek wziął zamach i rzucił misiem, ale bardzo niecelnie. W zasadzie zabawka nie przeleciała nawet połowy dystansu, jaki powinna była, aby dotrzeć do dziecka. Zapewne winne były temu dwie kule, które z dwóch różnych kierunków ugodziły Marka niemalże jednocześnie w momencie rzutu. Jedna w ramię, druga w klatkę piersiową. Obie wystrzelone z karabinów snajperskich.

KUP KSIAŻKĘ: 24,90 zł

Zawieszamy sprzedaż przez formularz na stronie i od teraz zainteresowanych zakupem prosimy o wysłanie maila na kaczyski72@gmail.com

Książkę wysyłamy w ciągu dwóch dni roboczych od poprawnego zaksięgowania wpłaty.

Koszty wysyłki 1 egzemplarza:

• przy płatności online (transferuj.pl):
– Poczta Polska, list polecony: 5 zł
– Poczta Polska, list polecony priorytetowy: 6 zł

• przy płatności za pobraniem:
– Poczta Polska, multipaczka: 16,50 zł

KUP E-BOOKA: 9,90 zł

W cenie formaty: EPUB, MOBI, PDF

10% od zakupu każdego egzemplarza przeznaczamy na cele dobroczynne.

Uwaga! Cena promocyjna 9,90 zamiast 12,90!

PRZECZYTAJ FRAGMENT

Zapraszamy do przeczytania online lub pobrania darmowego fragmentu w formacie PDF.


E-book dobroczynny

Kupując ebooka, dodatkowo wspierają Państwo kilka wybranych przez nas organizacji dobroczynnych promujących wolny rynek i politykę prorodzinną. Przekazujemy fundacjom w sumie 10% od każdego sprzedanego ebooka.